niedziela, 17 marca 2013

Nowe oblicze Greya


E. L. James
"Nowe oblicze Greya"
Wydawnictwo Sonia Draga 2013

Trzecią część przeczytałam siłą rozpędu i nie rozczarowałam się.
Wręcz przeciwnie - byłam przekonana, że tu będzie już sielanka i nudy, ale znowu się wciągnęłam w fabułę.
Mogę śmiało powiedzieć, że cierpliwości starczyłoby mi na czwartą część, nawet gdybym czytała o tym samym.
Fakt, niektóre sceny były już nieco przynudnawe i przewidywalne, ale jak się ktoś przestawi i po prostu chłonie to to przestaje przeszkadzać.
Cieszę się, że sięgnęłam po tę sagę kilka miesięcy po wydaniu, bo dzięki temu nie musiałam czekać, aż ukażą się kolejne części.
To zdecydowany plus ociągania się w nabywaniu nowości.

wtorek, 12 marca 2013

Ciemniejsza strona Greya


E. L. James
"Ciemniejsza strona Greya"
Wydawnictwo Sonia Draga 2012

Podobnie do pierwszej części i tu aż kipi od erotycznego napięcia.
Bohaterka mimo że przecież chciała się wyzwolić z tego układu to jednak wraca do Greya. Można powiedzieć że natura jest silniejsza. Magnetyzm tego mężczyzny nie pozwala jej o nim zapomnieć.

Trzeba przyznać, że autorka nie osiadła na laurach. Ta część wydaje mi się o niebo lepsza, może dlatego że w mojej ocenie więcej się tu dzieje.
Trochę zdziwiła mnie przemiana samego Greya - z pewnego siebie mężczyzny tu był nieco wycofany. Ale nie miało to wpływu na ogólny odbiór książki. Wbrew opiniom, które mówią, że powieść jest wulgarna - ja tak nie uważam. Owszem sporo w niej seksu i scen, ale są opisane w miarę ładnie, więc nie wiem, dlaczego recenzenci się czepiają.

wtorek, 26 lutego 2013

Pięćdziesiąt twarzy Greya


E. L. James
"Pięćdziesiąt twarzy Greya"
Wydawnictwo Sonia Draga 2012

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po tę książkę. Wcale nie dlatego że była i wciąż jest tak mocno reklamowana. I wcale nie dlatego, że za granicą sprzedało się tak wiele tysięcy egzemplarzy. Po prostu lubię mocne erotyczne klimaty.

Czy tu odnajdujemy taki klimat? Owszem.
Nie będę się rozwodzić na temat języka, którym książka jest napisana bo i mnie czasem zdarzało się wznieść oczy do nieba z zażenowania. Jednak jeśli z założenia książka ta miała trafić pod strzechy to przecież nie ma co oczekiwać wielce literackich opisów wyuzdania.

Przyznaję, że mimo niewyrafinowanego stylu szybko się wciągnęłam w fabułę. I za to należą się autorce brawa. Bo to przecież nie o ocenę językową, do której tak wszyscy się czepiają chodzi, ale o odczucia czytelników. Tutaj zapewne w większości jednak czytelniczek.
Z wypiekami na twarzy zamierzam sięgnąć po drugą część.

sobota, 17 listopada 2012

Siostrzyca


John Harding
"Siostrzyca"
Dom wydawniczy Mała Kurka 2011

Fabuła tej książki rozgrywa się w fenomenalnej atmosferze XIX wiecznej angielskiej posiadłości Blithe. Główna bohaterka Florence (12-to letnia sierota) mieszka tam razem z bratem Gilesem. Po śmierci rodziców opiekę nad nimi przejął wuj, który jednak w posiadłości nie bywa - na co dzień dziećmi zajmuje się guwernantka.
Flo jest inteligentną, błyskotliwą dziewczynką. Wbrew zakazom wuja, który zabrania jej nauki czytania, bo pragnie aby szła ścieżką wyznaczoną dla kobiet (haftowanie itp.) Flo wymyka się do zakazej biblioteki i tam spędza całe dnie. Nikt z domowników nie domyśla się nawet, że Flo sama nauczyła się czytać i pochłania teraz grube tomiszcza znajdujących się w olbrzymiej bibliotece książek.
Flo kocha swojego brata ponad wszystko. Spędzają razem dużo czasu, dopóki Giles nie zostanie wysłany do szkoły z internatem. Jego miejsce w sercu Flo na chwilę zajmie Theo - przyjeżdżający do sąsiedniego dworu słabowity chłopak, z którym Flo szczerze się zaprzyjaźnia. Niebawem do Blithe trafi również nowa guwernantka i od tej pory spokojne życie Flo zacznie się zmieniać...

Książka, w której już od pierwszych stron czuć klimat olbrzymich angielskich dworów, wzgórz i mgieł. Świetnie zarysowana główna bohaterka, która mimo iż jest jeszcze dzieckiem, to doskonale możemy poczuć się w jej skórze. Czytelnik drży, czy Flo, siedząc w ukochanej bibliotece nie zostanie przez kogoś nakryta. Oczami Flo obserwujemy także nową guwernatkę i właśnie razem z Flo podejrzewamy ją o niecne plany.

Świetna książka na jesienne wieczory. Uwielbiam powieści, które tak obrazowo przenoszą mnie w inną rzeczywistość. Doskonale zbudowana intryga, choc nie jest to kryminał - raczej thriller psychologiczny. Trzyma w napięciu do ostatniej strony, a po przeczytaniu mamy ochotę wrócić do niej raz jeszcze. Polecam.

 

wtorek, 13 listopada 2012

Próba niewinności

Agata Christie
"Próba niewinności"
Wydawnictwo Dolnośląskie 2012

Lubię kryminały Agaty Christie. Ale ten jej się nie udał. Przemęczyłam książkę, z nadzieją, że jednak coś mnie zaskoczy.
Pierwsze dwadzieścia stron wlecze się jak flaki z olejem, potem już mamy nadzieję, iż będzie ciekawie, ale rozmowy bohaterów są tak płytkie i nudne, że aż nie chce się zgadywać, kto w końcu jest mordercą.
Oczywiście, jak to u Agaty, mamy dość mocno zawężony krąg podejrzanych. Zamordowana została matka rodu - bogata kobieta. Pewne poszlaki wskazują na jej męża, inne na syna, a jeszcze inne na służącą czy córkę.
Mnóstwo powtórzeń w dialogach sprawiało, że przysypiałam, gderając pod nosem "O rany, przecież już wałkowali ten temat". Naprawdę byłam mocno zniecierpliwiona, czytając tę książkę, nie mogąc się doczekać jej końca. Bo oczywiście dojechałam do końca. I nie było wielkiego buuum! Ot, kryminalik bez polotu.
Jak wiadomo pisarzom zdarzają się lepsze i gorsze książki. Oczywiście nie skreślam Agaty, kolejne jej kryminały już czekają na swoją kolej do przeczytania:)

Schronienie

 
Harlan Coben
"Schronienie"
Wydawnictwo Albatros 2012

Coben chodził za mną już od dłuższego czasu. Co prawda niewiele słyszałam o jego książkach (oprócz tego, że dobre), ale samo nazwisko osłuchało mi się na tyle, że trudno było przejść obok "Schronienia" obojętnie. Kupiłam. Nie pamiętając nawet, że kilka miesięcy temu czytałam już jego książkę - ale w wersji poketowej, co na tyle utrudniało mi wchłanianie, że jak widać zapomniałam już nawet, że autor stoi u mnie na półce - przeczytany zresztą:)

No i chyba źle trafiłam jak na pierwszy (to znaczy drugi, licząc tamten poket z małymi literkami) raz z Cobenem...
Nie chodzi o to, że książka jest zła, bo nie jest. Tyle że jest bardziej dla nastolatków niż dla dorosłych. Owszem, w opisie stało jak wół, że bohaterem jest piętnastolatek, ale byłam tak zdeterminowana kupić Cobena, że nie wgłębiałam się w opis.

Cóż, zaczyna się od tego, że Mickey - główny bohater - zaczyna chodzić do nowej szkoły. Jego ojciec nie żyje, matka pogrążona w rozpaczy trafiła do szpitala po notorycznym odurzaniu się narkotykami. Mickey w nowej szkole zaprzyjaźnia się z mało popularnymi uczniami. Coś jak Harry Potter. Ma dwójkę przyjaciół - dziewczynę i chłopaka, z którymi będzie później próbował rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia swojej niedawno poznanej miłości - Ashley.

Książkę czyta się szybko. Pewnie gdybym była w wieku Mickeya, wciągnęłaby mnie. To jednak był główny problem w moim odbiorze: trudno mi się było zidentyfikować z którymkolwiek z bohaterów.

Tak czy inaczej przyznać trzeba, że intryga zapleciona zgrabnie i niby wyjaśniona, ale nie do końca, mają być bowiem kolejne książki z tego cyklu.
Po dalszą część raczej nie sięgnę - nie zainteresowała mnie aż do tego stopnia.
Kupiłam sobie jednak inną książkę Cobena. Tym razem na pewno dla dorosłych, więc moja przygoda z nim tak naprawdę dopiero się zaczyna.





wtorek, 17 kwietnia 2012

Służące


Kathryn Stockett
"Służące"
Media Rodzina 2010

To jedna z książek po które sięgnęłam pod wpływem koleżanki - obserwując ją zatopioną w lekturze i komentującą co chwila fabułę - po prostu nie mogłam jej nie przeczytać.
Książka jest świetna, wzbudza wiele emocji. Można się pośmiać, wzruszyć, ale i... zdenerwować. Bywało, że w trakcie lektury odczuwałam podenerwowanie, spowodowane opisem zasad, które panowały w tamtych czasach. Zasad, które dziś wydają się niedorzeczne (np. korzystanie z toalety przez służbę), kiedyś uznawane były za coś normalnego.
Książka bowiem opowiada o segregacji rasowej. Rzecz dzieje się w Stanach, w miasteczku Jackson, w "cudownych" latach sześćdziesiątych. Napisałam "cudownych", bo przecież większość z nas kojarzy te czasy z książek czy amerykańskich filmów, jako bajecznie kolorowe, z kobietami w sukienkach w groszki, gospodyniami piękącymi ciasteczka, z cudnymi cadillacami i przestylizowanymi fryzurami kobiet. Nie zastanawiamy się na co dzień, że lata 60-te to również czas wielkich przemian w Stanach. Między innymi właśnie tych dotyczących segregacji rasowej, podziału na Białych i Czarnych - z czego ci Czarni to służba, która często przechodziła z pokolenia na pokolenie - w spadku.
Książka jest przejmująca, napisana z perspektywy kobiet, może dlatego potrafi tak mocno wzruszyć i skłonić do zastanowienia się nad człowieczeńtwem. Bo w końcu my - ludzie wprowadzamy zasady i my organizujemy ten świat. Naprawdę ciekawa, wciągająca lektura. Polecam.